księga go¶ci:

[obejrzyj]
[dopisz się]

archiwum:

2009
kwiecień
marzec
luty
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
październik
styczeń
2006
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad

linki:

Kocham. Za to, że byli. Bądź są.
Misia bo była przy mnie..
Mooniak blog mojej BETY...

Dla rozrywki duszy i ciala... :P
Kawałki puzzli moje opowiadanie.
Nocny spacer z Huncwotami mój ff

blog.pl

design by Too-ticky

Pochmurno
" - Powiedz: Nigdy już. - rzucił Cień.
- Spierdalaj. - odparł kruk. "

"Amerykańscy bogowie" Neil Gaiman

Mogłabym ciągle spać. Albo mogłoby mnie nie być w domu. Byleby uciec. Byleby nie myśleć. Innymi słowy dostaję pierdolca.

Tak, tak... marzę, znaczy się jestem w stanie to osiągnąć... Kiedyś myślałam, że się ogarnę. Powinno było być mi łatwiej. A jest w ch... trudniej...! Bo dotknięcie marzenia, jedno jedyne dotknięcie równałby się z postawieniem świata do góry nogami. Bo albo podejmuję decyzję jutro, wybieram koniec początku, czy początek końca... Albo żyję na linii, czekając na swoj spontaniczność, albo lekki podmuch wiatru ze świata, żeby runąć w którąkolwiek stronę przepaści.

Jak tylko będę mogła, wynoszę się stąd. To miejsce mnie zasmuca i kojarzy się jedynie z nudą, chorobą i kolejnymi kłótniami. Chociaż przynajmniej miejsce na parapecie w słoneczne dni jest przyjemne. Tylko lot krótki.

Wyzwanie. Tak. W końcu się zdecydowałam. Zobaczymy... Nic nie tracę. Mogę tylko zyskać trochę ukojenia, a nawet uwolnienie...

Muzyka, wibrująca we krwi... Kanapy, które wiele już przeszły... Ubrudzony glan, którym i tak się szpanuje... Trochę śmiechu, zmęczenia i gothów... Niezręczna sytuacja razy kilka... Kilka naliczonych refleksów... Truskawkowy Strepsils potrzebny dopiero w ciszy... Mimo, że popsuty nastrój...

Coś jest nie tak. Coś się dzieje źle. Boję się... Milczenie mnie przeraża. A może jestem głupia, uważając, że to jest takie kruche... A może z nudów wymyślam problemy.

A tak w ogóle, to jestem idiotką, ale działam dalej. Mówiąc: "Nigdy już."...  Eee.. nie, po prostu: "Spierdalajcie."...

Czasami jestem aniołem...Nie pytaj, czy wzlatującym czy upadłym... 2009-04-13 21:40:45
skomentuj (0)
"... w sytuacji awarii poważnego niepowodzenia."
Przegrałam. Walka tocząca się w ukryciu, w końcu się skończyła. Uh...! Że też do mnie nie docierało, że kolejne bataliony silnej woli są zmiatane z powierzchni...
Nie mam siły, żeby zaczynać jej teraz od nowa. Ale muszę. Nie mam po prostu innego wyjścia. Może tylko trzeba zmienić taktykę. Niestety, coś co byłoby najskuteczniejsze, niestety przekracza moje siły i premedytację.

Jestem przerażona. Wciąz czuję słony smak na ustach, pomieszany z zapachem mydła. Moment, gdy dostałam świadomością w sam środek czoła.
Czuję się jak spętana. I jakby jakiś sadysta wbił mi nóż w ciało i z cieplym, czułym uśmiechem kręcił nim wokół osi. Nie mogę nic zrobić. Nic. Pozostaje mi tylko zmądrzeć i wygrać wojnę.

Boję się samotności. Gdyby nie to, dla swojego i ich dobra powiedziałabym "Sayonara..." i nigdy już nie była. Inaczej to nie wiem, jak to się potoczy. Kiedyś oddam za dużo i wszystko stracę...

Chcę mówić. Chcę płakać, czując czyjś zapach i ciepło. Ucichnąć i nie myśleć przez chwilę. Chcę, żeby ktoś nazwał mnie głupią i powiedział, że dam radę. Bo ja w to już nie wierzę.
Nie mogę. Nie potrafię się przyznać, powiedzieć, że jestem słaba.

Czasami jestem aniołem...Nie pytaj, czy wzlatującym czy upadłym... 2009-04-06 21:17:04
skomentuj (0)
Wiosna, ah to Ty!
Dziś wiał w końcu wiatr, niosąc w sobie, jeśli mogę tak powiedzieć, ovum Wszechświata.
A ja wątpię. W świat, w ludzi, w siebie... W świat, bo piąta wybija w najgorszym momencie i irytuje dziecinn melodyjką, a w japońskim jest kilkatysięcy onomatopei, które są moimi ulubionymi, ze względu na swoją nazwę. W ludzi, bo przed osiemnastą upici są sokiem jabłkowym i robią tłok w metrze. W siebie, bo... bo jestem zbyt pewna siebie i chłodna.
Rada...? Pracować nad sobą, ludźmi i światem. Ale ludzi nie zmienię, bo idealne klony to nuda, a świat się rządzi się swoimi prawami. Pracować w takim razie nad sobą. Łatwiej by było, gdyby człowiek nie był taki popieprzonym tchórzem.

Boli mnie noga. Mam za swoje. Jutro też jest dzień, ale jak zawsze inny. Boli mnie ramię. Chciałam być taka jak inni. Boli mnie głowa. Pora wyłączyć myślenie, a głównie "komplikatory".

Słońce mocno razi. Wracając do mrocznych podziemi, niewiele widzimy, oślepieni jego pięknem. I okrucieństwem, bo nic nie może się ukryć w jego promieniach. Wciąż był wiatr. Mówią, że niesie Boga. A jak dla mnie to jednak tylko zjawisko pogodowe.

Nie chcę śnić. Ale może mam jednak zbyt szeroko otwarte oczy i próbuję patrzeć zbyt realistycznie...

Nic nie wiem. Ah, człowiek by chciał, żeby mu ktoś powiedział, co robić. Dalej, w życiu, w świecie, ze sobą...

Czasami jestem aniołem...Nie pytaj, czy wzlatującym czy upadłym... 2009-03-31 22:04:14
skomentuj (0)
Urwane spomiędzy zdań.
Chyba łatwiej byłoby umrzeć. Naprawdę. Bo tak zawsze łatwiej. Skoczyć po metro, spalić za sobą mosty, uciec o świcie... Zdarzają się jednak Ci dziwni ludzie, który złapią za rękę w ostatniej chwili, przepłyną rzeki wpław i zadzwonią.

"Jeśli potrafisz o czymś marzyć, potrafisz tego także dokonać." A więc powalczę o to dziwne zjawisko. Nie wiem czy marzę. Ale na pewno tracę cierpliwość.

I znajdę siły. Żeby móc się po tym wszystkim rozpłakać pośród czyjegoś ciepła i się zmienić. Mam dosyć ranienia innych.

Czas jak zawsze jest jedynym warunkiem. Ale tym razem nie narzekam. Chociaż, gdy go naprawdę potrzebuję, nigdy go nie ma. Zupełnie jak długopisu i kartki papieru, by zapisać ulotną myśl.

Kocham być dobrze rozumiana. Gdy dobre intencje jedynie pogarszają sprawę Naprawdę tak trudno mnie rozgryźć? Bo dużo jest ludzi, którzy uważają, że nie umiem prowadzić przedstawienia i wszystko można ze mnie wyczytać. A może to jest właśnie podstawowy problem.

Mam ochotę zacząć po prostu milczeć.

Aż chce się powiedzieć: "Jesteś żałosna...", co nie? Pewnie jestem. I jestem na tyle głupia, że mi to nie przeszkadza...


Czasami jestem aniołem...Nie pytaj, czy wzlatującym czy upadłym... 2009-03-23 21:17:05
skomentuj (1)
Halucynogennie...
Śnieg zawsze był dla mnie pięknym zjawiskiem i wywoływał pewnego rodzaju wzruszenie. W Zwardoniu było tego dużo - śniegu i wzruszeń. Mam dość zasp. Niekończący się spacer między znakami drogowymi...
Aż człowiekowi wydaje się, że urodził się kolejny raz i jakoś tak średnio rozumie otaczajacy go świat. Przechodzi, na szczęście. Ale dużo śniegu stopnieje, zanim przejdzie się na porządek dzienny, definitywnie bez uśmiechu idioty.

"Nie chodzi o to, jak mocno oberwiesz. Chodzi o to, jak to zniesiesz i czy zdołasz pójść dalej."
"Ostatni wykład" Randy Pausch
Widzisz Mistrzu...? znowu coś z tej książki.... Dziękuję, nawet nie wiesz, jak bardzo Twoje pożyczenie nam jej i przez to umożliwienie nam przczytania, pomogło zarówno mi i mojej matce. Dziękuję... Przepraszam za tę osobistą wstawkę, ale chyba w końcu wróciła nadzieja, w końcu "całkowita regresja" stała się dla mnie faktem...

Wracajac do cytatu... Wiec idę dalej. Z podniesioną głową, nie widząc piętrzacych się i mnożących korzeni, o które tak łatwo się potknąć. Oj, dużo ich jest... Bo kiedy Lena się za coś weźmie, to robi się niebezpiecznie...

Świat na przekór mi. Albo ja na przekór świata, jak zawsze przegrana, bo nawet kombajn to za mało na słońce...
Poczucie beznadziei i brak chęci na walkę. Jak zawsze do czasu "wydarzeń", ale chyba wolę umiarkowane "dzianie się", rozłożone równomiernie, niz pożądne dawki w ciągu niecałych dwóch tygodni.
"Stokrotka" śpiewana zaraz po "Sto lat"... Mina zbitego psa u Pajączka xP
"Nadajesz się" pocieszenie i 3/4 nocy spędzone na dyskusji o weterenarii, biologii i Jacku Sparrowie ^^
"Otóż..." xDDDD Wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi. Hermetyczny żarcik xP
Ciepło i zapach miodowego piwa... Przez krótką chwilę nie myśląc o niczym poza ciemnością.
Uciekłam. Przed prawdą. Znowu. Chociaż zaskoczył mnie odbiór karteczki...
Co ci wszyscy ludzie widzą w moich włosach? One są... normalne, po prostu normalne.
Zamaglony wzrok. Ludziom się nudzi, geeez... Żeby przez 4h dłubać w plastelinie i drzeć papier, tylko po to, żeby i tak okazać się rasowym facetem, albo wystraszyć wykładowcę swoją "ostrością". I wywołać u mnie "zły" ból na wysokości odcinka krzyżowego kręgosłupa.
Kilka telefonów, ale i tak pozostaje czekanie. Nienawidzę bierności, bo świruję. Szczególnie teraz.

Blah... Len boli głowa. Ze zmęczenia. Czekam na halucynacje xP

Czasami jestem aniołem...Nie pytaj, czy wzlatującym czy upadłym... 2009-02-28 19:36:00
skomentuj (1)
Dziś...
W końcu powróciła do zmysłów. A właściwie to wreszcie zrozumiała, o co w tym tak naprawdę chodzi. Wczoraj byłyśmy na koncercie w Filharmonii Narodowej. Wciąż czuję w krwioobiegu dźwięki taiko... To było niezapomniane przeżycie, a ja tylko coraz głębiej pogrążyłam się w tym beznadziejnym marzeniu ^^ W każdym bądź razie cieszę się, że zaczyna dbać o swoje potrzeby - intelektualne, kulturalne i rozrywkowe. I, że mamy całkowitą regresję. Wróciła nadzieja, że kiedyś może będzie dobrze.
Ciężko słuchać, jak płacze stworzenie, które na codzień tak pięknie wytrąca z koncentracji, poprzez stanowcze trącanie mokrym, zimnym nosem. Chce się płakać, gdy widzi się jak to samo stworzenie ciagnie sie za Tobą po mieszkaniu pomimo, że plączą mu się łapy. Ciekawe, czy dziś zasnę. Mój malutki, puchaty Księżyc...
I jestem dobrej myśli...
Tylko czy oni muszą się tak kłócić... Głupcy... naprawdę chyba robią to z nudów...
Len wraca do siebie. I chyba dobrze, że wszystko się toczyło tak, jak się toczyło. Bo walczyłam. Bo się otworzyłam i nie bałam się zranienia. Pozwoliłam się poznać i mimo, że potem bolało i wciąż boli, to zaczynam to rozumieć i znajdywać sens. A nawet myślę, że kiedyś będę z tym szczęśliwa.
Chcę odwagi. Ale nie u siebie tym razem. Bo wolę jak ktoś mówi mi coś w twarz. Nie ważne co. Poza tym, krytyka jak zawsze mile widziana... I to tym razem nie sarkazm.

Czasami jestem aniołem...Nie pytaj, czy wzlatującym czy upadłym... 2009-02-06 22:04:30
skomentuj (0)
Sok z mandarynek
Nie wiem, już czego oczekuję. Czego mam oczekiwać, tak właściwie. Chyba zgubiłam się gdzieś po drodze i nie wiem, gdzie mam się odszukać. Gdzie ma odszukać całą cierpliwość, delikatnośc, nadzieję... Chodząc ciuchutko, na paluszkach w tych swoich topornych glanikach nie mam co liczyć na podejście do życia znienacka i złapanie go za ten kudłaty ogon, żeby nigdy więcej nie uciekło. Bo ono już wie, że ja się zbliżam. I planuje, strzygąc małymi uszkami, co też tu zrobić z tą panienką w czarnej spódnicy, o żółtych paznokciach (aktualnie ^^).
Oddycham tymi oparami absurdu, w które sama się wpakowałam. I próbuję udawać, że wszystko jest okej, wkurzać się na zewnątrz, płakać przy smutnych piosenkach, śmiać się z żartów... A tak naprawdę nie potrafię zasnąć bojąc się swoich własnych snów, a z drugiej strony za bardzo chcąc wiedzieć, co przyniesie przyszłość. Byle tylko nie zwariować, co nie? ^^
I, choć formy zniosła treść* nie planuję się poddać, bo przecież wycofywanie się w samym środku jest beznadziejne. Przestałam polegać na innych, chociaż czasem przydaje się nawet takie wirtualne ucho, albo ciepłe ramię, by przyłożyć na chwilę głowę. Ale, jak już wspominałam, przyszła pora by wziąć każdą swoją decyzję, każdy kroczek i wszelkie konsekwencje w swoje ramiona i przytulić mocno, mocno. Dalej będe wszystko silnie przeżywać, to pewne. Może tylko z większym zrozumieniem, bo w końcu to wszystko moje własne. Lecz teraz to ja chcę mówić, nie kumulować w sobie nic, a nie słuchać rzeczy, które robią mi mus truskawkowy z mózgu. I móc jedynie obwiniać siebie za to, co pójdzie nie po mojej myśli, oczywiście jesli przyjdzie mi ochota na żal. Nie chcę żałować i nie mam zamiaru. Bo żałować, to poddać się, przystać na narzucone warunki przez kogoś tam, już sama nie wiem kogo, zrezygnowac z walki o swój cel. Dążenie po trupach to nie jest coś, co mnie wyraża, bo nie chcę ranić innych w moim szaleństwie. Ale chcę robić wszystko, by wiedzieć, że zrobiłam wszystko co się dało.

Dziś widziałam kogoś, kto kiedyś spojrzeniem powiedział, że mu przykro, ale chyba to nie to. Tak zwany stary znajomy. Zauważyliście, że dawno nie widzianych znajomych spotykamy w takich dziwnych momentach naszego życia, kiedy akurat albo nic się nie dzieje, albo dzieje się za dużo. Jeśli rozmawiamy, to nie mamy im nic do powiedzenia, albo mamy aż za dużo. I stwierdzamy, że chyba jednak ta znajomość już nigdy nie będzie taka sama, bo żadna z tych sytuacji nie skłania do przyjaznej rozmowy. Jeśli już wyniknie z tego dłuższa pogawędka, nagle odkrywa się, że stare żarty już nikogo nie bawią, a herbata malinowa przestała pachnieć tak kusząco, jak pewnego maja.

Czasem mam ochotę usiąść na łóżku, po turecku, chwycić w dłonie kubek czarnej kawy z cynamonem i posłuchać ciszy nieba, tego zza okna. I poczuć na sobie tę ciszę, i ową się ciszą dokarmić...**

(* COMA - "Lśnienie"
** COMA - "Parapet")

Czasami jestem aniołem...Nie pytaj, czy wzlatującym czy upadłym... 2008-12-30 20:50:48
skomentuj (0)